Image Alt

Blog

Militarne pustostany – Forte Mero, Caserme i Zaccarana (Saccarana)

Czy połowa listopada, to dobry czas na wycieczki po Val di Sole? Naturalnie wszystko zależy od pogody. W tej okolicy piękny słoneczny tydzień z temperaturami przekraczającymi w dzień +15°, nie jest czymś specjalnie wyjątkowym. I taki właśnie okres nam się trafił.

Trzeba pamiętać, że w tym czasie nie działają kolejki gondolowe i każdą wycieczkę trzeba w 100% odbyć na własnych nogach. Krótki dzień także nie ułatwia zadania. Są jednak niezaprzeczalne zalety bywania w górach o tej porze roku. Największe z nich to piękne kolory jesieni i zupełnie puste szlaki. Nie tylko szlaki. W trakcie tego pobytu odwiedziliśmy między innym urokliwe Malcesine nad jez. Garda. Tam także nie było turystów.

Do naszej wycieczki podchodziliśmy dwa razy. Za pierwszym razem udało nam się dojechać autem jedynie 200 m za Forte Strino, po czym silnik w samochodzie odmówił posłuszeństwa. Pomoc drogowa wezwana z Vermiglio pojawiła się szybko, ale jedyne co można było zrobić, to odholować pojazd na parking pod Rosa Blue, skąd następnego dnia zabrała go polska laweta wysłana z firmy specjalizującej się w takich przewozach.

Nie ma tego złego… Forte Strino to był znak, że należy czym prędzej odwiedzić pozostałe budowle militarne znajdujące się w tej okolicy. Korzystając z Fiata Panda wypożyczonego w warsztacie Largaiolli znajdującego się w Dimaro, pojechaliśmy na Passo Tonale. Tam z zupełnie pustego parkingu pod Mauzoleum poświęconego żołnierzom „Białej Wojny” ruszyliśmy na wycieczkę ku fortom Mero, Caserme i Saccarana. Większość trasy przebiega szerokimi drogami na których wytyczono szlak turystyczny 160 i trasę rowerową C01A-B.

Ponieważ stok opadający z Monte Tonale Orientale nie jest zalesiony (przypomina bieszczadzkie połoniny), widoki są nadzwyczajne. Jeśli ktoś dotąd nie zakochał się w grani Cima Presanella i otaczających ją wielu innych wybitnych turni, to po tej wycieczce, będzie musiał przyznać, że widział coś nie do zapomnienia.

Same forty też są niczego sobie. Przy okazji warto dowiedzieć się nieco więcej na temat tragicznych wydarzeń z czasów I Wojny Światowej. Stojąc przy murach fortów i czytając o ciągnących się wysoko w górach liniach obrony, nietrudno sobie wyobrazić czym była „Biała Wojna”. Lawiny i mróz dawały żołnierzom mniej szans na przeżycie niż ostrzeliwujący umocnienia przeciwnik.

Patrząc na otaczającą nas przyrodę i mając z tyłu głowy potęgę natury, która nic sobie nie robiła z arsenałów walczących stron, warto pochylić głowę nad losem żołnierzy, którzy zostali uhonorowani pomnikiem na Passo Tonale. Po takiej wycieczce ten pomnik i całe mauzoleum nabierają treści, których wcześniej nie odczytywaliśmy. Kochamy góry, ale rozumiemy, że można je znienawidzić. Wracając do Casa il Tramonto naszą wypożyczoną Pandą jednogłośnie stwierdziliśmy, że włoska motoryzacja bardzo nam odpowiada. Z każdym pobytem tutaj wszystko co włoskie jest nam coraz mniej obce.

Media