Do Piano i dalej – na motocyklu
Bywają takie dni, że nic się nie chce. Na szczęście nie w Piano. Możesz odpuścić sobie górską wyprawę, możesz odłożyć książkę do której przeczytania zostało ledwie kilka stron, możesz nawet odpuścić rogala z kawą a i tak po chwili znajdziesz sobie do zrobienia coś, co sprawi Ci ogromną frajdę. Wystarczy wsiąść w samochód i pojechać bez z góry (nomen omen) wyznaczonego celu i zawsze trafi się jakieś miejsce, któremu warto przyjrzeć się z bliska.

Coś na rozgrzewkę. Forte Strino. W jednym miejscu zderzamy się z potęgą alpejskich grani i historią regionu.
Co zrobić, kiedy przychodzi urlop, do Casa il Tramonto jest daleko a nam się nie chce nawet trzasnąć drzwiami od samochodu? Może Zabrać się za od dawna planowany porządek na biurku, albo popisać się przed małżonką i zamienić stertę upranych koszulek, zbitych w kulę skarpet i bielizny w elegancko posegregowane kolorami kosteczki? To nie wchodzi w grę. Nikt nie ma tak długiego urlopu, aby zrealizować z sukcesem tak zaawansowane czynności. Zamiast tego należy wykonać ruch, który nadal pozwoli nam patrzeć na nasze biurko i drzwi od garderoby z lekceważeniem, ale już bez wyrzutów sumienia.

Jezioro Garda z mniej znanej strony. Zrobiliśmy postój w Limone Sul Garda i Oldesio, żeby popatrzeć na majaczące na wschodnim brzegu Malcesine.
Zrobiliśmy to! Wybraliśmy się do Piano na motocyklach. Wystarczył tydzień, aby można było zgromadzić wspomnienia do końca życia. Sam przejazd to już przygoda, która ciągnie w naszym przypadku się przez ponad 1400 km w jedną stronę. Jednak nie tak ekscytująca, jak to czym dla motocyklisty są alpejskie drogi prowadzące na wysoko położone przełęcze. Passo Stelvio, Gavia, Pordoi, Gardena. Ileż to razy kotłowało nam się w głowie, aby zobaczyć je z bliska. Pokonanie ich na własnym motocyklu, wydawało się nierealnym marzeniem. Może chociaż uda się objechać wkoło Gardę lub zajrzeć do Sankt Moritz…

Okolice Val Gardena. Tutaj Dolomity pokazują na co je stać. Zimą to jeden z najbardziej znanych ośrodków narciarskich w którym odbywają się zawody alpejskiego Pucharu Świata.
Wszędzie tam dotarliśmy i teraz trudno jest opisać wszystkie emocje, jakie towarzyszyły nam przy pokonywaniu niezliczonej ilości zakrętów. Do tego niespodziewane zmiany krajobrazów, podjazdy i zjazdy. Można to chyba porównać do stanu umysłu miłośnika słodyczy, który z dnia na dzień stał się właścicielem największej na świecie fabryki czekolady. Po prostu pojechał do Piano i tam już wszystko na niego czekało. Naprawdę wierzyć się nie chce, że tak wygórowane marzenia udało nam się zrealizować.


Passo Gavia i Passo Stelvio. Przejechane jednego dnia w dobrą pogodę, nigdy nie pozwolą o sobie zapomnieć
W internecie jest wiele filmów z podobnych przejazdów. Są nawet całe strony poświęcone takim eskapadom. Warto się z nimi zapoznać, aby ułożyć sobie w głowie własny plan. Nam było o tyle łatwiej, że znaliśmy już potencjał naszej „bazy” w Piano. Wiedzieliśmy, jak dobrze jest położona i j jaka będzie jakość naszego odpoczynku, po wielu godzinach spędzonych na motocyklu. Zaskoczyło nas tylko jedno. Wcześniej siedząc przy stoliku w „Bucaneve” usta nam się nie zamykały. W 10 minut poruszaliśmy dziesiątki wątków z mijającego dnia. Tym razem mieliśmy taki nadmiar wrażeń, że nie bardzo było o czym rozmawiać 😊

Jeśli komuś mało wycieczek po włoskiej części Alp, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby wybrać się do pobliskiej Szwajcarii. Popularne Sankt Moritz jest łatwo dostępne nie tylko dzięki wielkiej atrakcji, jaką jest linia kolejowa Bernina Express (Tirano – Sankt Moritz). Przejazd motocyklem przez ten malowniczy region jest równie ciekawy. Lago d’Idro i Lago Bianco – w Alpach nie brakuje pięknych jezior

Bucaneve. Naszym zdaniem najlepsze jedzenie w okolicy. W dodatku tylko 10 minut pieszo od naszej "bazy". Dosłownie wszystko tutaj nam pasuje.
Kłaniamy się gospodarzom Casa il Tramonto. Nie jesteśmy pewni, czy wiedzą o tym, jak bardzo ważne jest dla nas to miejsce. Zapewne nie tylko dla nas.
Tomek i Maciek


